środa, 19 grudnia 2012

Wesołych świąt!


Jak na złość rozchorowałam się przed samymi świętami, cholerne zatoki znowu dają o sobie znać, mam wrażenie, że za moment rozsadzi mi głowę. Mam jednak nadzieję, że szybko wypędzę dziada i dostapię zaszczytu normalnego oddychania i poczucia smaku... Nie mogę doczekać się pieczenia, zapachu choinki i tej całej świątecznej atmosfery. Już od jakiegoś czasu szukam w internecie inspiracji (zaczynając od przepisów, kończąc na prezentach i sposobach ich pakowania), pinterest.com naprawdę uzależnia :). W między czasie gdzieś przeplata się nauka, której ogrom zaczyna mnie przerażać... Sesja już za moment, a ja łapię się na tym, że czasami myślami jestem jeszcze w Japonii...

A tutaj rezulaty z jesienno-zimowej sesji w Osace :) oczywiście japanese style, SUGOIII KAWAIIII





wtorek, 20 listopada 2012

Powrot do Polszy!

Decyzja podjeta, wracam do domu! Pracy nie ma, sezon slaby wiec wole wrocic do szkoly... Bede bardzo tesknic za Japonia, kocham ten kraj! Zastanawiam sie nad nauka japonskiego, tzn. bardziej sobie na ten temat rozmyslam, ale kto wie, moze znajde w sobie tyle silnej woli zeby rozpoczac nauke :)
Jedyna rzecz, ktora sprawia, ze nie chce wracac do kraju to pogoda. Jak sobie pomysle o sniegu i minusowej temperaturze to mi sie wszystkiego odechciewa... Nie cierpie zimy, moje miejsce jest tam gdzie jest cieplo :) Dzisiaj w Tokio bylo ok. 17 stopni, taka zime to ja moge przezyc z usmiechem na twarzy, a nie walczyc ze soba za kazdym razem gdy musze wyjsc z domu...

Kilka dni temu mialam swoje 23 urodziny. Pierwszy raz za granica! Jak tu przylecialam to troche obawialam sie, ze spedze ten dzien w samotnosci i bedzie mi smutno, ze nie mam wokol siebie bliskich, ale zdazylam tu poznac swietnych ludzi, ktorzy w ogole mnie nie zawiedli i zorganizowali swietne przyjecie urodzinowe dla mnie i Ollie, kolezanki z agencji, ktora urodzila sie dzien pozniej :)


Mini torcik (bez tabasco :)), wymyslanie zyczen i dmuchanie swieczek.

Dream team



 Tany, tany



niedziela, 11 listopada 2012

Dzis minely trzy tygodnie, dopiero?! Myslalam, ze jestem tu troche dluzej. Tak czy siak, sa to poki co bezrobotne trzy tygodnie. Zobaczymy jak to dalej bedzie, jak nie zlapie jakiejs pracy to wroce do Polski wczesniej, ale staram sie byc dobrej mysli :) Zdaje sobie sprawe, ze moje zdjecia sa stare i nie sa jakies super wystrzalowe - trzeba bedzie nad tym popracowac jesli nadal bede chciala podrozowac i modelkowac. Nie chce chudnac, tutaj niektore dziewczyny sa tak chude, ze mam watpliwosci co do tego, ze taka ich natura... Taka chuda to sobie moglam byc jak mialam 15 czy 16 lat. Teraz mam 23 (no, jeszcze 22, za tydzien 23! :)) i nie chcialabym wygladac jak szkieletor :). Ale tez wiem jakie sa (niestety) realia modelingu. Aczkolwiek... jakis sport by mi nie zaszkodzil - w ogole tu nie cwicze (cala energie wysysa ze mnie jezdzenie po castingach od rana do wieczora).

Tato i Paula nadal zwiedzaja Tokio, ja w tym czasie bujam sie z castingu na casting. Na szczescie weekendy sa wolne i wtedy mozna zrobic cos konkretnego (chyba, ze sie idzie na impreze w piatek i potem przez pol soboty chodzi sie do tylu). My w sobotni wieczor poszlismy obejrzec Most Teczowy, jedzac po drodze smakowite sushi... Nie wiem ile talerzykow zjadlam, ale odlecialam i marzylam o znalezieniu hotelu kapsulowego, bo mialam ochote turlac sie po ziemi :)

Dzis pogoda nie dopisala, polazikowalismy wsrod tlumu na Harajuku, a potem zaczal padac deszcz... Zrobilo sie zimno, rozgrzewam sie pyszna herbata sliwkowa... pachnie i smakuje jak Choya, tylko ze bez % :))


Tato i Paula wybrali sie pewnego dnia na Tokyo Tower (333m), wzorowanej na wiezy Eiffla. Ukradlam im wiec pare zdjec :)







Widze, ze zabawa byla udana :) Swoja droga, klimat swiat bylo czuc juz jak tu przylecialam. W Starbucksie leca koledy, oferta tez jest typowo swiateczna. Widzielismy tez juz poubierane choinki. Nie za wczesnie?!

Suszi!

Unagi, japonski wegorz... podawany z rewelacyjnym slodkawym sosem (jak sie nazywa? Kto wie? Musze koniecznie przywiezc do Polski)

Osmiornica :)
 

MNIE TU NIE BYLO, ONI TO ZROBILI WE DWOJE!


A ktoz to taki? :) 

Harajuku

Przepyszne Takoyaki, czyli kuleczki z ciasta i osmiornicy. Chyba kupie takoyakiki, czyli specjalna patelnie do robienia takoyaki :)

Mam do wykorzystania jeszcze wiele zdjec zrobionych przez tate i Paule, ale to juz innym razem. Teraz ide spac :)

sobota, 10 listopada 2012

Wypad do Kamakury

W niedzielę wybraliśmy się do Kamakury, dawnej siedziby siogunatu Kamakura, do której dotarliśmy pociągiem w ciągu godziny. Pogoda na zwiedzanie była idealna, było gdzieś z 20 stopni, wyobrażam sobie jak pięknie musi tu być gdy kwitną japońskie wiśnie...


Znajdź niepasujący element :)


Naszym pierwszym celem był chram Tsurugaoka Hachimangu.























Kolejny niepasujący element - moje trepy wśród japonek









A to moja reakcja na widok tego giganta :O



Przepiękny ogród japoński


Chryzantemy, nieco inne od naszych polskich :)







Znów mieliśmy szczęście - w sobotę trafiliśmy na festiwal, a dziś udało nam się zobaczyć tradycyjny ślub japoński - ślub wyznawców Shinto. 


















Naszym drugim celem był pomnik Wielkiego Buddy, a po drodze mieliśmy okazję pobuszować po japońskich sklepach






Sklep z guzikami - do wyboru, do koloru!






Nie mam pojęcia co to za samochód, ale robi wrażenie!



Po drodze minęliśmy piękną plażę nad zatoką Sagami.

Myśl o tsunami trochę mnie przerażała, zwłaszcza, że ostatnio sporo czytałam na temat progóz dotyczących trzęsienia ziemi w Japonii (wg japońskich naukowców, prawdopodobieństwo, że do 2017 roku nastąpi duże trzęsienie ziemi z epicentrum w Tokio jest bardzo duże...).





W końcu dotarliśmy do Wielkiego Buddy, posągu wykonanego z brązu, który ma 13,4 metra wysokości! Początkowo Budda siedział w świątyni, ale ta została zniszczona przez tsunami i huragany.


Posąg jest pusty w środku (a waży 121 ton!) i istnieje możliwość wejścia do wnętrza Buddy, ale niestety spóźniliśmy się 10 minut...


 Na koniec dnia padaliśmy z głodu (w ciągu dnia jedliśmy tylko lody karmelowe, choć popularne są tu lody o smaku zielonej herbaty czy słodkiego ziemniaka...), więc zjedliśmy kolację we włosko-japońskiej restauracji tuż obok stacji metra :))