czwartek, 28 stycznia 2010

"Co tam tak agresywnie piszczy w rogu?! -Choinka."

Miałam się wziąć za pisanie i klapa. Nie oznacza to, że w ogóle zapomniałam o blogu, bo kilka razy zabierałam się do tworzenia notki, ale dochodziłam do wniosku, że za mało się dzieje i głupio będzie po raz 6 wrzucić zdjęcie kota. Zaszyłam się w domu, mój pokój zamienił się w komorę krioterapii, mózg mi zamarzł i tak już pozostanie do maja. A tak serio, to solidnie wypoczęłam, bo początek roku spędziłam z lubym mym w Egipcie, było ciepło, było nurkowanie i nachalne Araby były, ale wróciliśmy uśmiechnięci i opaleni [tak! ja się opaliłam!], zajęłam się sobą, tj. ogarniam się - załatwiłam w końcu okulary dzięki czemu poznaję ludzi na ulicach, do głowy nawet przyszła mi myśl zrobienia prawka. I chyba zapiszę się na kurs, czas najwyższy. Zrobiłam listę postanowień noworocznych, mam powera i nie zawaham się go użyć, o ile tylko temperatura wzrośnie powyżej 0 [wcale nie czuję, że rymuję], wtedy zacznę biegać po wojciechowickich terenach, póki co pozostaje mi machanie odnóżami w domu czy na siłowni. Mam słowotok i nie wiem czy jest jakikolwiek sens w tej notce, ale co tam, wspominałam już o krioterapii w moim pokoju?

a, o sylwestrze nie napisałam. właściwie nie ma co pisać ;] ci co byli wszystko wiedzą, a ci co nie byli niech żałują :D

czas na zdjęcia :)

Jakże świątecznie

Niunia ze swoją ciocią
Tradycyjnie fotogeniczny




ZORBAAAAAAA DANCE
SZANPAULE ;)


zmiana klimatu :)




tu przylatują ptaszki i skubią ziarenka...
...a tutaj jest mój szczekający kot, prowadzący monolog zza szyby [i ja w turbanie i w słynnej piżamie w małpy]

a to zima, pani już podziękujemy.

środa, 16 grudnia 2009

Śłęta, śłętaa

Jeszcze tydzień i będę wypatrywać na niebie pierwszej gwiazdki :). Chcę już zacząć wyżywać się kulinarnie. Akcja pt. 'agnes w swoim żywiole' nastąpi dzień przed Wigilią - w tym roku piekę wszystkie ciasta, robię sushi [jakże polsko i swojsko ;D]. Tak ogólnie rzecz biorąc, średnio 80 % potraw, które znajdą się na wigilijnym stole powstaną TYMI OTO RĘCAMI. Chyba zamieszkam w kuchni. Jeśli chodzi o przygotowania do świąt, jak na razie upiekłam ikeeowskie [?] pierniczki, zdemolowałam ściany w pokoju w celu przystrojenia ich światełkami oraz obeszłam wzdłuż i wszerz kłodzkie supermarkety w poszukiwaniu wszystkichjakżeniezbędnych składników. Nadszedł czas na to, co tygryski lubią najbardziej - robienie prezentów! :]

Tak więc moi drodzy, święta idą pełną parą:) Jeszcze niedawno było całkiem ciepło, a teraz....Na dworze jest cudnie, ale niech was nie zmyli piękny widok z okna!! Nie mam najmniejszej ochoty wychodzić na dwór w taki mróz [a ma być jeszcze zimniej!], bo nieważne ile wartw ubrań włożę na siebie, ciąąąąągle mi zimno i zaraz kapie mi z nosa. Ale na sanki się wybieram :D

Dowód na to, że pierniczki istnieją :]



poniedziałek, 14 grudnia 2009

jaram się wciąż



środa, 11 listopada 2009

Reaktywacjaaaaaaaaa

Dwa miesiące w Chinach zleciały niesamowicie szybko, wprawdzie miałam już zaplanowany kolejny kontrakt, jednak do Polski wróciłam ze względu na chorobę... Jak wspominam Szanghaj? Ten wyjazd, w przeciwieństwie do poprzednich miał tyle samo plusów jak i minusów... W ciągu dwóch miesięcy zachorowałam na anginę, grypę i przewlekle zapalenie oskrzeli - to się równa cztery wizyty u lekarza (w tym trzy u chińskiego, który nie potrafił stwierdzić co mi jest - uznał, że mam astmę :)), kłótnie z ludźmi z agencji (jak to nie mogę iść na castingi / do pracy, dobrze wyglądam, nie widać przecież, że mam 39 stopni gorączki...), ponad tydzień wolnego ze względu na święto narodowe... Nie byłabym sobą gdybym żałowała tego wyjazdu, bo poznałam naprawdę ciekawych ludzi, mieszkałam ze świetnymi dziewczynami (pod koniec było nas 6 - pięć Rosjanek i ja, dzięki czemu nauczyłam się czytać i rozumieć rosyjski :P), spróbowałam tak odradzanego jedzenia sprzedawanego na ulicy (hm...) i poznałam kika zwrotów po chińsku :)
A teraz nieco streszczone moje kitajskie dwa miesiące :P:

Tu mieszkałyśmy :)
free image hosting

Deimante z Litwy, Betania z Brazylii, ja i Ewa z Czech
free image hosting

Ewa, ja i Sveta
free image hosting

Z Deimante
free image hosting




WELCOME TO CHINA MEEEEEEEN!!
free image hosting

Praca
Udało mi się załapać kilka ciekawych sesji i pokazów (najmilej wspominam Shanghai International Creative Industry Week 2009 - pokaz holenderskich projektantów, miałam okazję zamykać show :)). Praca do katalogów bywała zazwyczaj żmudna, trwała ok. 8-9 godzin, a kolekcja mogła liczyć nawet do 150 zmian ubrań. Niektóre prace odbywały się w okolicznych miastach, np. w Hangzhou czy w Chengdu (słynącego z misia pandy :)), do którego leci się ponad 2 godziny.

Wspaniała sesyja - od lewej Ben z Singapuru, Michele ze Stanów, Fiona z Indonezji i Agnes z Polski :)
free image hosting

free image hosting

free image hosting

free image hosting

free image hosting

Bańki mydlane w nieco innej formie
free image hosting

Z Katheriną
free image hosting

free image hosting

Backstage
free image hosting

Lizu, lizu
free image hosting

Gdzie jest Wallie? :P
free image hosting


Pokaz w Nanjing - z wizażystką i dziewczynami z Ameryki Południowej
free image hosting



Miasta odkrywanie i zwiedzanie
W moim przewodniku Szanghaj opisany jest jako barwne, nowoczesne i rozrywkowe miasto. Fakt faktem, miasto błyskawicznie się rozwija i jest jedną z głównych siedzib biznesowych w Chinach, jednak wg. mnie brak mu uroku i magii jaką ma np. Tokio czy Seul, dlatego przeżyłam rozczarowanie, bo moje wyobrażenia na temat Szanghaju były zupełnie inne. Miasto jest pełne kontrastów - z zadbanej i bogatej dzielnicy przechodzi się w ubogą i brudną ulicę. Jak już wspomniałam w poprzedniej notce, Chińczycy nie grzeszą higieną, wyrzucają śmieci na ulicę, a smród jest niemalże wszechobecny. Oczywiście są miejsca warte odwiedzenia, tak jak np. Świątynia Nefrytowego Buddy, dzielnicę Pudong (z Perłą Orientu) czy Ogród Yuyuan, jednak w mieście znajdują się przede wszystkim wieżowce, drapacze chumr i fabryki, do tego odrobina smogu i jak tu zrobić ładne zdjęcia... ;)

Korki, korki, korki
free image hosting

free image hosting

free image hosting

Symbol EXPO 2010 - wg. mnie wygląda jak stworek z pasty do zębów :)
free image hosting

free image hosting

po lewej - Shanghai World Financial Center aka "otwieracz do piwa" (101 pięter), obok Jinmao Tower (88 pięter)
free image hosting

Wieża telewizyjna Perła Orientu... wg mnie strasznie szpetna i kiczowata :]
free image hosting

free image hosting

free image hosting

free image hosting

free image hosting

Dzielnica Pudong oddzielona rzeką Huangpu - ach ten smog :)
free image hosting

Nanjing East Road
free image hosting


Kuchnia chińska
Tzw. zupkom chińskim jadanych w Polsce daleko do prawdziwych Chin ;)
Bardzo popularne są pierożki z nadzieniem do wyboru (najczęściej jest to wieprzowina czy owoce morza z warzywami)... mmmm, pycha. Ogólnie rzec biorąc chińskie jedzenie nie należy do dietetycznych, nawet warzywa i ryż są smażone w głębokim tłuszczu. fe :P Jak ktoś nie przepada za smakami orientu to z głodu nie zginie, McDonaldy i inne Burger Kingi są wszędzie. Ja jak zwykle, odkrywałam nowe smaki, jednak generalnie chińszczyzna nie przypadła mi do gustu ;)

free image hosting


Chińskie Sushi :)
free image hosting

free image hosting

Jedzenie podane na obrotowym stole, dla każdego coś dobrego...
free image hosting

***

Co do mojej kolejnej wyprawy to na razie nic nie wiadomo, wszystko pewnie się okaże w ciągu kilku dni / tygodni. Ogólnie rzecz biorąc cieszę się, że jestem w Polsce, stęskniłam się za rodzinką i przyjaciółmi, poza tym niedługo są moje urodziny i wolę je spędzić w gronie najbliższych ;)
Wracam do prowadzenia bloga!!!!


czwartek, 10 września 2009

4 dni :)

Pierwsze dwa dni nie były łatwe - mieszkałam sama w dosyć dużym i zaniedbanym mieszkaniu, które pachniało nieco specyficznie :P jednak zaczęło być dużo lepiej, gdy przeprowadziłam się w inne miejsce, tam gdzie mieszkają pozostałe modelki. Jest nas 5, mieszanka narodów - Rosja, Czechy, Litwa, Brazylia no i Polska :) Tym razem mieszkanie jest cudowne, mam swój własny pokój i czyściutką łazienkę :)
Szczerze mówiąc, moje pierwsze wrażenie o Szanghaju nie było zbyt dobre, ale przyznam, że z dnia na dzień jest coraz lepiej. Dużo jednak nie mogę powiedzieć, bo poza najbliższą okolicą (supermarket, siłownia, agencja) nic nie widziałam, ale wszystko przede mną :D
Jeśli chodzi o Chińczyków, to muszę przywyknąć do dzikiego sposobu prowadzenia auta przez naszego castingowego kierowce (czerwone światło nic dla nich nie oznacza, pasów też nie zapinają...), plucia i charczenia. Szczerze mówiąc nie są to ludzie tak zadbani i kulturalni jak np. japończycy :)
Zobaczymy jak to będzie z pracą. Na razie mam castingi i niestety nie ma ich zbyt dużo. Jak widać kryzys dotknął także i Chiny :P

PS. Jako, że Facebook, Youtube i właśnie Blogspot (ha, ma się te sposoby:)) to strony zablokowane w całych Chinach, nie wiem czy uda mi się wstawiać zdjęcia :( być może założę na nie osobny album online.

niedziela, 30 sierpnia 2009

A jednak Szanghaj!


"Spotkanie z Szanghajem to przeważnie zawsze miłość od pierwszego spojrzenia. Lśniące wieżowce, urokliwe Stare Miasto, legendarne nabrzeże i wszechobecna aura tajemniczości rozciągająca się nad miastem. Mimo to miasto jest przyjazne i urzekające. To jedno z tych magicznych miejsc na świecie, do których powracać można zawsze. Choćby po to, by wypić najlepszą herbatę w całych Chinach w słynnej herbaciarni Huxingting, by jeszcze raz zobaczyć urzekającą Świątynię Nefrytowego Buddy, by powłóczyć się po wąskich uliczkach Starego Miasta lub nocą wybrać się na spacer oświetlonym nabrzeżem."


Ostatnie chwile spędzam... To w Warszawie, to w Skierniewicach, to we Wrocławiu, to w Wojciechowicach :)
I czuję ten ścisk w żołądku, strach i podekscytowanie, boję się i cieszę jednocześnie... ale będzie dobrze, będzie dobrze, będzie dobrze....


"no sorry, nie moja wina, że mi się flesz na twarzy odbija :/"
z moją :* wymęczone upałem i tvn-em :D

sobota, 15 sierpnia 2009

...głupiaś.



nuta na dziś.